Wakacyjna wyprawa – dzień 5
Dzień 5 – 22.07.2009
0km (1 537km)
Wenecja
Wenecja… Miasto z kategorii: “trzeba zobaczyć ale niekoniecznie się zachwycić”.
Pierwsze dwie wizyty mogą być udane:
1. Pierwszy raz nawet w McDonaldzie jest dobry.
2. Po pierwszym razie wiadomo co robić i czego nie robić za drugim razem.
Kolejne wizyty to już tylko powielanie. A robienie tego razem z masami turystów nie należy do najprzyjemniejszych…
A tak przy okazji, jeśli kiedykolwiek będziecie w okolicy Lido di Jesolo, to polecam moją aktualnie najlepszą pizzerię na świecie, która jest położona w odległości “z buta” od campingu Malibu Beach – byłem już drugi raz i jestem zadowolony:
Wyświetl większą mapę
Tak więc powielane zdjęcia, ale za to w bardzo miłym towarzystwie:
Wakacyjna wyprawa – dzień 3 i 4
Dzień 3 – 20.07.2009
151km (1 316km)
Zwiedzanie Słowenii – ciąg dalszy
Drugi dzień pobytu na Słowenii i kolejny dzień zachwytów.
Zaczęliśmy od pieszej wycieczki wspaniałą trasą do wodospadu Slap Kozjak. Następnie, powoli zwiedzając piękne okolice Bovec, dojechaliśmy na drugie śniadanie pod fortecę Kluze. Teraz taka forteca to jedynie atrakcja turystyczna i muzeum, ale chciałbym się dowiedzieć jak ją można było zdobyć w czasach, gdy nie było tych wszystkich “inteligentnych rakiet”.
Kontynuując naszą podróż dojechaliśmy w pobliże źródła rzeki Soca (zatrzymując się kilka razy w celu ogólnego zachwycania się jej pięknem). Jaka rzeka takie źródło – bije ono z wywierzyska, do którego prowadzi malownicza górska ścieżka a jej ostatni odcinek jest poręczowany. Ciekawostką było tutaj może nie samo źródło lecz fakt, że my, relatywnie sprawni (jeszcze), musieliśmy przytrzymywać się stalowej liny obydwiema rękami i skakać z nogi na nogę, aby dotrzeć na miejsce, a 15 minut po nas przyszła wycieczka w składzie: ojciec rodziny sztuk raz, mały syneczek z siostrzyczką w wieku ok. 13 lat, no i obecny mistrz świata – kulejący gimnazjalista w jednej ręce z kulą a drugą podtrzymujący, wyżej wspomnianego ojca, na duchu. On musiał mieć jeszcze gdzieś trzecią rękę i nogę, cwaniaczek.
Jak już doszliśmy do siebie (a szczególnie Hania), to trafiliśmy na podjazd pod wysokogórską przełęcz z większą ilością zakrętów niż limitem znaków we wnioskach o dotacje UE, pod którą podobno ludzie wjeżdżają rowerami (podobno-ludzie). Widoki, oczywiście wspaniałe, temperatura jak u nas w styczniu, wiatry jak w Kielcach, więc trzeba było jechać dalej. Przy okazji trafiliśmy na cerkiew wybudowaną przez ruskich jeńców wojennych – fajna ale my mamy większe ;). Fajniejsza była wyspa na jeziorze Blejsko z jedyną naturalną wyspą Słowenii, zawładniętą przez jakiś malowniczy kościół. Tak tam było fajnie jak u nas na Krupówkach, no może ludzi jednak trochę mniej i widoki ładniejsze. Fajnie! A właściwie to sweetaśnie, żeby mnie też po galeriach zrozumiano.
Ponieważ zbliżała się już pora na wieczorną degustację piwa, koniecznym było znalezienie kempingu. Nad jeziorem Blejsko nie było nawet miejsca na karton z piwem, więc pojechaliśmy nad sympatyczne jezioro Bohinjsko – wiadomość dla Piotrka: Avtokamp Zlatorog :D – tam też wszystko pozamiatane, więc trafiliśmy tuż pod kible (bardzo czyste!) na kemping Danica
Dzień 4 – 21.07.2009
221km (1 537km)
Ostatnie góry na Słowenii i przyjazd do Włoch
Niestety, tego dnia nie miałem okazji porobić zdjęć – a szkoda, bo przejeżdżaliśmy przez piękne okolice natury.
Pomimo, że na początku planowaliśmy Włochy jako nasz docelowy kraj, to wyjeżdżając ze Słowenii podświadomie czuliśmy, że ciężko będzie jej dorównać pod względem ogólnym. Niestety, potwierdziło to się w przypadku Włoch…
Brud, bałagan, tłumy i horrendalnie wysokie ceny…
Galeria zdjęć z trzeciego dnia pobytu na Słowenii:
Poprzednie dni:
1 i 2
Rawki i grób Gładysza
Nareszcie mieliśmy okazję, żeby wyjść w góry!!!
Piękna pogoda, piękne Bieszczady, świetne towarzystwo (dopóki nie zaczęło pojawiać się “nierogate bydło pastewne”) i nowy aparat – zabrakło jedynie zapasu czystej wody zamiast izotoników… Wyszliśmy z parkingu między Caryńską a Rawką o 6:50, a wróciliśmy cali obolali o 15:50. Zaliczyliśmy Małą i Wielką Rawkę, Krzemieniec, Kamienną Łukę, Muchów Wierch, Hrubki i Grób Gładysza. Plan był, aby dotrzeć do Rabiej Skały, ale na szczęście nadmiar tlenu nie wpłynął negatywnie na trzeźwe myślenie :)
Po raz pierwszy nie robiliśmy wejścia nocnego, i trochę żałujemy. Po pierwsze – nie zobaczyliśmy wschodu słońca, a po drugie – wtedy wchodzą inni ludzie…
No, ale i tak nie możemy doczekać się już kolejnego wyjścia!
Poniżej kilka zdjęć z wyjścia (wszystkie dostępne w Galerii).
Wkrótce dalsza część zdjęć z wakacyjnej wyprawy.
Wakacyjna wyprawa – dzień 1 i 2
Dzień 1 – 18.07.2009
980km
Dojazd do Słowenii – pierwszy nocleg
Pierwszego dnia nie robiliśmy zdjęć – postanowiliśmy jak najszybciej dostać się na miejsce.
Drogę wybraliśmy przez Barwinek i Budapeszt, chcąc jak najbardziej skrócić trasę przez Polskę i, jak się okazało ostatniego dnia naszej wycieczki, był to słuszny wybór.
Koniecznie musimy wybrać się do Budapesztu! Po raz kolejny utwierdziliśmy się, że nie dość, że jest to piękne miasto, to jeszcze pięknie położone. Oczywiście nawigacja nie poradziła sobie z ominięciem centrum, więc mieliśmy przyjemność pozwiedzać najciaśniejsze zakamarki na starówce.
Od Budapesztu, aż do końca dnia, czekała nas nowa droga. Zaskoczeniem było to, że Słowenia wprowadziła tygodniowe winiety (do tej pory były dostępne jedynie półroczne i całoroczne) oraz posiada całkowicie nowe autostrady (w kilku miejscach były braki ale nasi włodarze i tak mogą się od nich uczyć).
Oryginalnie pierwszy nocleg zaplanowaliśmy w Ljubljanie. Niestety camping okazał się za drogi a na dodatek padał deszcz, więc po krótkiej wycieczce po centrum pojechaliśmy dalej do Postojnej.
Postojna okazała się bardzo sympatycznym małym miasteczkiem z zaskakująco schludnym hostelem w samym centrum.
Dzień 2 – 19.07.2009
185km (1 165km)
Pierwszy dzień na Słowenii – ogromne zaskoczenie i pełen zachwyt
Zaliczone:
- Sympatyczny festiwal średniowieczny na zamku w skale – Predjamski Grad
- Darowaliśmy sobie wejście do jaskini Postojnej – sorry ale sardynki to ja lubię jeść a nie udawać
- Naturalny most i dziurę w ziemi wielkości większej, wyrzeźbione przez rzekę, która nie wiem gdzie wypływa bo na mapie nie mogłem znaleźć – Rakov Skocjan
- Co najmniej 160m głębokości źródło najkrótszej rzeki Słoweniii – Divje Jezero
- Podjazd do leśnego szpitala partyzantów – niestety zamkniętego
- Ładny Most na Soci
- Rzeka Tolminka i Medvedova Glava
- Pierwszy nocleg na najstarszym (prawdopodobnie też pierwszym) kempingu na Słowenii – bardzo sympatyczny – Kamp Koren
Galeria zdjęć z pierwszego dnia pobytu na Słowenii:



