Salum alejkum
Posted on: 12.08.08Ku zaskakującemu i bardzo pomyślnemu dla nas przypadkowi, udaliśmy się na kilkudniowe wakacje do południowo-wschodniej części Egiptu (Marsa Alam).
Egipskie dni upływały nam głównie na wygrzewaniu naszych, wychłodzonych polskim, zimowym powietrzem ciał, podziwianiu raf i przeróżnych żyjątek zamieszkujących Morze Czerwone… oraz zwalczaniu much, które usilnie starały się z nami zaprzyjaźnić i stać się naszymi nieodłącznymi towarzyszkami (co całkiem nieźle im wychodziło).
Poza dwoma dniami spędzonymi na tłumaczeniu naszym żołądkom, że egipskie potrawy też są jadalne i nie powinny protestować przed ich przyjmowaniem, wlewaniu w nie niezliczonych ilości przeróżnych mikstur leczniczych i alkoholowych (tylko i wyłącznie w celach zdrowotnych oczywiście), nie możemy narzekać na cokolwiek! Nie ulegając presji integracji hotelowej, mieliśmy wspaniały czas we dwoje ( nie licząc rybek, z którymi spędziliśmy sporo czasu, wspólnie pokonując morskie mile ;), do czego oddanie przyczyniał się pan sprzątający, układając na naszych łóżkach niebotycznych rozmiarów serca z ręczników i koców, posypując je przy okazji delikatnymi płatkami tamtejszych roślin - przekonani byliśmy, że tego typu kiczowate motywy zdarzają się jedynie w marnych romansidłach!! Jak widać, nie tylko – o zgrozo!! :)
Zaczarowani widokami, straszliwie ciężko rozstawaliśmy się zarówno z nimi jak i całym egzotycznym otoczeniem. Jeszcze ciężej natomiast przeżyliśmy szok termiczny po wyjściu z samolotu w Polsce, …ale o tym może lepiej się nie rozpisywać… W zasadzie dobrze jest wrócić do kraju, w którym nie jest wymagane, by na każdym kroku, za najmniejszą pomoc (niekoniecznie konieczną) wkładać do ręki bakszysz, czy jak kto woli napiwki.
Ma as-salama!
Kilka zdjęć z naszego krótkiego pobytu w Egipcie.
Reszta jest dostępna w Galerii




