Wakacyjna wyprawa – dzień 10 i 11

Posted on: 11.03.09

Dzień 10 – 27.07.2009
270km (2 773km)
Samochodowe turne po Monako, księżycowe krajobrazy, średniowieczne miasteczko, drogi wysokogórskie, czerwony kanion i kolejne miasteczko średniowieczne


Wyświetl większą mapę

Monako nie opłaca się zwiedzać “z buta”. W aucie jest klima, wszystko widać, a jeśli ma się auto wyższe niż 2m to nawet nie warto szukać parkingu. Parę słów o samym mieście: turyści, ciasnota, pozerstwo, wielkie pieniądze i jeszcze większe aspiracje… i to by było na tyle. Kolega Bartek dał nam przepis z życia, jak tam można jeszcze zrobić wrażenie na ludziach: na początku lat 90′ wybrali się z kolegami studentami wspinać na południe Francji, więc przy okazji zahaczyli o Monako. Wywarli bardzo duże wrażenie na tubylcach, a szczególnie królach życia z kasyno, gdy podjechali swoim wyjątkowym samochodem pod ten przybytek wątpliwej uciechy a gwarantowanego szybkiego upłynniania gotówki (wtedy jeszcze było można bez machania rulonami). Od razu dopadła ich chmara paparatów, ochów i achów, i pewnie im nawet z auta nie dała wyjść! Niby zachód i pełna kulturka a zachowanie jak z pierwszej wizyty w McDonaldzie … sorry Hubert: Restauracji McDonald’s ;).
Na tak gburowate przywitanie mogli zareagować tylko w jeden sposób: spokojnie pojechali dalej swoim poczciwym Fiatem 125p…

Po odbębnieniu powinności, przez resztę dnia mieliśmy same niesamowite widoki.
Najpierw w porze dokarmiania trafiliśmy w iście księżycowe okolice Pellion. Bardzo żałuję, że nie chciało mi się wyciągnąć aparatu a jeszcze bardziej, że nie mam kamery – film sci-fi/grozy z lat 80′. Może jak Piotrek zajmie się obróbką zdjęć to coś ciekawego użyczy?
Kolejnym punktem było (całkiem przypadkowo) miasteczko Luceram – jak dla mnie, to jeden z najlepszych momentów z całej wyprawy. Dzięki temu, że leży poza głównymi trasami, było w stanie zachować swoją oryginalną architekturę i klimat z czasów średniowiecza (znaleźliśmy herb z datą 1343, ale z informacji wiemy, że jest o wiele starsze). Przywiązanie do tradycji i znikoma migracja na pewno wpłynęły na zachowanie takich detali, jak gwiazdy pięcioramienne wyryte w szczególnych miejscach, wywieszanie czosnku, stawianie na progu niezliczonych ilości roślin i naczyń z wodą. Dodatkowym i bardzo ważnym plusem było to, że spotkaliśmy przez te parę godzin tylko 8 osób (w tym 4 tubylców – bardzo sympatycznych, jak wszędzie).

Z Luceram pomknęliśmy, a raczej popełznęliśmy w góry Lazurowego Wybrzeża – piękne widoki, górskie miasteczka położone na prawie pionowych ścianach i alpejskie ośrodki narciarskie, które koniecznie musimy kiedyś odwiedzić zimą.
Pod koniec dnia udało nam się (znowu przypadkiem) przejechać przez czerwony kanion – niesamowite wrażenie, gdy wszechobecne kolory bujnej, śródziemnomorskiej zieleni i szarości górskich skał zostają nagle zredukowane do dwóch: fioletowawej czerwieni i marnej zieleni.
Nocleg mieliśmy zaplanowany w miasteczku Entrevaux, ale ponieważ jest ono również zabytkiem z czasów średniowiecza i leży przy głównej trasie, trzeba było poszukać kawałka ziemi w innym miejscu.
AAA! W miasteczku, w którym znaleźliśmy nocleg (Annot) byliśmy świadkami świetnego zjawiska! Miliony malutkich, białych owadów obsiadły dróżki w centrum i gdy tylko z przeciwka nadjeżdżał samochód, w świetle jego reflektorów tworzyły piękną, gęstą i żywą chmurę unosząc się nad ziemią.

Dzień 11 – 28.07.2009
300km (3 073km)
Kanion du Verdon, lawenda i Prowansja


Wyświetl większą mapę

Pierwszą zaplanowaną atrakcją na ten dzień było miasteczko Entrevaux, którego z racji późnej pory nie udało się nam zwiedzić poprzedniego dnia. Po wizycie w Luceram, jedynym detalem wartym uwagi był most-kiedyś-zwodzony nad górską rzeką. Reszta krwawiła pieniędzmi turystów…
Po 30 minutach byliśmy już w drodze do kanionu Verdon. W czasach późnej podstawówki udało mi się wraz z rodziną zwiedzić kanion z jednej strony, i teraz zaplanowałem przejazd drugą stroną w przeciwnym kierunku. Było to też bardziej świadome…
Jakkolwiek piękny jest to kanion i otaczająca go przyroda, nie zrobił już na mnie takiego wrażenia, jak za pierwszym razem, mimo to na pewno wybiorę się tam jeszcze nie raz.
Poszukując stacji benzynowej trafiliśmy do sympatycznego miasta Aups, gdzie zrobiliśmy przy okazji zapasy winno-żywieniowe, które później naruszyliśmy przy znalezionym wraku jakiegoś spalonego mercedesa z najlepszych lat tej marki – otoczenie było iście filmowe.

Przez resztę dnia mieliśmy przyjemność podziwiać niesamowitą Prowansję wraz z jej wioskami, polami lawendy (akurat trafiliśmy na zbiory, więc intensywność zapachów była pozytywnie przytłaczająca), górskimi jeziorami i spokojem.

Poprzednie dni:
8 i 9
6 i 7
5
3 i 4
1 i 2

 
 
 

Add a Comment




XHTML: You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong> <pre lang="" line="" escaped="">