Wakacyjna wyprawa – dzień 6 i 7
Posted on: 10.14.09Dzień 6 – 23.07.2009
0km (1 537km)
Plaża
No co tu pisać… skóra nie bez powodu później z nas schodziła
Dzień 7 – 24.07.2009
295km (1 832km)
Verona, jezioro Garda i nocna burza w górach
Verona – czyli Julia i Romeo, a raczej kicz i Euro. Dom Juli i balkonik – Shakespeare musiał niezłe zioła wciągać żeby coś romantycznego tam wymyślić. Pierwszy i, mam nadzieję, ostatni raz.
Właśnie naszła mnie refleksja, że wakacje w Polsce są bardzo podobne do wakacji we Włoszech – ciągłe wrażenie, że wszyscy chcą “orżnąć” turystę. Ceny wygórowane a atrakcje nijakie. Na przykład taki amfiteatr vel. koloseum w Veronie: z zewnątrz wydaje się pięknie zachowanym pomnikiem dawnych czasów, zachęcającym do wejścia i odkrycia długo pielęgnowanego uroku wnętrza. Więc płaci się jak za internet w Neostradzie wyłącznie po to aby odkryć z zaskoczeniem, że cały środek jest przerobiony na stalowo-plastikowy teatr na “świeżym” powietrzu.
Dla pocieszenia chcieliśmy skorzystać z okazji i zobaczyć Placido Domingo tego wieczoru na 87. Festiwalu Operowym w Arena di Verona… Kasy nieczynne.
Veronie mówimy dość!
Następną atrakcją w kolejce było oglądanie jeziora Garda. Okazało się to równie atrakcyjne jak oglądanie Morskiego Oka w Lipcu. Definitywnie nie polecamy tego miejsca w okresie wzmożonego ruchu urlopowego.
Na szczęście, tego dnia udał nam się przynajmniej nocleg! Piękny, rodzinny kemping Campeggio Casa Vecchia położony wysoko w górach, z dodatkową atrakcją w postaci nocnej burzy z piorunami. Było rześko!
Comments (2)
Dorota added these words on Oct 15 09 at 12:11może Ty mówisz Veronie dość! ja tam jak patrzę na śnieg za oknem to się pakuję i spadam choćby do Verony! ;)
Maciej Wantusiak added these words on Oct 15 09 at 12:23Ej! Teraz to nie fair!
Chociaż jak sobie przypomnę tamtejszy upał to znowu aż tak mnie na tęsknoty nie bierze :)











