Wakacyjna wyprawa – dzień 8 i 9
Posted on: 10.20.09Dzień 8 – 25.07.2009
382km (2 214km)
Zlot motocyklistów na 1800m.n.p.m i mafijny kemping
Po nocnej burzy nastał słoneczny dzień, więc szybko wyruszyliśmy w dalszą trasę. Serpentyn i mijanek było, jak zwykle więcej niż radarów na polskich drogach, ale przynajmniej widoki mieliśmy wspaniałe. Przez przypadek trafiliśmy na 3. doroczny międzynarodowy zlot motocyklistów na przełęczy Crocedomini – szkoda, że się śpieszyliśmy bo zjechały ciekawe egzemplarze, motorów też. Minęliśmy piękne dwa jeziorka i pomknęliśmy autostradami przez równiny ku południu. Za Parmą postanowiliśmy dać sobie spokój z nudami za oknem, bo już zbliżały się kolejne góry, więc zjechaliśmy z autostrady w Fornovo di Taro – świetny most nad wyschniętą rzeką i przyjemne stare miasteczko. Nowa trasa okazała się oczywiście przepiękna, więc niespiesznie podziwialiśmy widoki.
Wieczorem dojechaliśmy do Lerici – gdybyśmy sprawdzili wcześniej, to wiedzielibyśmy, że w sezonie nie ma szans na znalezienie tam wolnego miejsca pod namiot… Miejscowość jest przepięknie położona na skalistym nabrzeżu i wszystkie bardziej płaskie metry kwadratowe są zajęte.
No cóż, było już późno, więc musieliśmy zakończyć dzień na pierwszym wolnym campingu… i trafiliśmy na coś w rodzaju lokalnej prefektury “rodziny” neaopolitańskiej…
Dzień 9 – 26.07.2009
289km (2 503km)
Cinque Terre
Za namową Piotrka (ja nigdy przedtem tutaj nie byłem) postanowiliśmy zwiedzić park Cinque Terre. I nikt z nas mu tego później nie wypominał!
Piękne pięć miasteczek ulokowanych na wyrwanych naturze stromych stokach schodzących wprost w lazurowe głębie zatoki Genueńskiej. Park jest wpisany na listę dziedzictwa światowego UNESCO – i jest to w pełni zasłużone! Ciężko jest go opisać i przekazać na zdjęciach, więc najlepiej byłoby wybrać się tam samemu. Dla mnie i Hani jest to jedyne miejsce z całego włoskiego odcinka naszej podróży, do którego chcemy wrócić i na pewno to zrobimy (no może zahaczymy jeszcze po drodze o pizzerię w Lido di Jesolo).
Specjalnie wyjechaliśmy wcześnie rano z kempingu, aby zdążyć przed falą turystów, ale i tak udało nam się dostać dopiero do trzeciego miasteczka (poprzednie dwa były już przepełnione – wprowadzono tam limity turystów) – Corniglia. Polecamy tam sympatyczną restauracyjkę A Ghe de Tuttu (bardzo stylowy wygląd – na pewno nie da się ominąć, przy uliczce Via Fieschi) i którekolwiek ze spaghetti polecone przez szefa.
Po przedarciu się kolejnymi krętymi i ciasnymi dróżkami, bardziej z przymusu niż z chęci, wjechaliśmy na autostradę A10 w kierunku Monaco (suma długości tuneli na tej trasie musi być większa niż suma autostrad w Polsce…).
Nocleg trafił nam się zaraz za San Remo, głównie z powodu bliskości stacji benzynowej otwieranej następnego dnia (w niedzielę mają tylko self-service – a nas on kompletnie nie urządzał). Całkiem przypadkiem zatrzymaliśmy się na tym samym kempingu, na którym wiele lat wcześniej nocowałem z rodziną tyle, że tym razem rozbijaliśmy namioty na kostce brukowej…
Poprzednie dni:
6 i 7
5
3 i 4
1 i 2
Comments (2)
Dorota added these words on Oct 22 09 at 11:19Katują mnie te Twoje posty, jak wpadam na nie (zupełnie przez przypadek) siedząc w pracy ;) Byle do wakacji!!!
Maciej Wantusiak added these words on Oct 22 09 at 11:42A to pewnie przez moje ponure porównania ;)











































